Czym jest autonomiczna firma (i dlaczego 100% to bzdura).
Wszyscy mówią o firmach, które "działają same". Tyle że nikt nie mówi, dlaczego większość prób kończy się rozczarowaniem. I co z tym zrobić, żeby u Ciebie było inaczej.
Odkąd Sam Altman powiedział, że wierzy w jednoosobową firmę wartą miliard dolarów, internet oszalał. Nagłówki krzyczą o autonomicznych firmach, o AI które zastąpi zespoły, o końcu pracy jaką znamy.
A Ty siedzisz ze swoim ChatGPT, próbujesz napisać posta na LinkedIn i dostajesz tekst, który brzmi jak korporacyjny raport. I myślisz: "To ja jestem za głupia, czy to naprawdę nie działa tak, jak obiecują?"
Nie jesteś za głupia. To obietnice są za głośne.
Czym naprawdę jest autonomiczna firma?
Autonomiczna firma to nie firma bez ludzi. To firma, w której AI przejmuje powtarzalne zadania, a Ty skupiasz się na tym, w czym jesteś najlepsza. Na sesjach z klientkami. Na tworzeniu programów. Na relacjach, których nie da się zautomatyzować.
Cloud Security Alliance opisuje sześć poziomów autonomii, od L0 do L5. Brzmi technicznie, ale w praktyce to bardzo proste:
- L0 – Robisz wszystko sama. AI nie istnieje w Twojej firmie.
- L1 – Używasz AI do pojedynczych zadań. Wrzucasz pytanie do ChatGPT, dostajesz odpowiedź, poprawiasz ją ręcznie.
- L2 – AI pomaga Ci w konkretnych procesach. Na przykład pisze szkice maili, które Ty sprawdzasz i wysyłasz.
- L3 – AI samodzielnie wykonuje powtarzalne procesy, a Ty kontrolujesz wyniki. Sama ustawia przypomnienia, wysyła podsumowania, sortuje zapytania.
- L4 – AI zarządza całymi obszarami firmy pod Twoim nadzorem.
- L5 – Pełna autonomia. Firma działa bez Twojego udziału.
Poziom L5 to bzdura. Przynajmniej dla soloprzedsiębiorczyń, które budują biznes na relacjach, zaufaniu i osobistej ekspertyzie. Nikt nie kupi sesji coachingowej od robota. Nikt nie zaufa terapeutce, której za plecami siedzi algorytm.
Ale poziom L2 czy L3? To jest miejsce, w którym dzieje się prawdziwa zmiana. I właśnie tam warto celować.
Gdzie jest większość z nas?
Szczerze? Na poziomie 0 albo 1.
Wiem, bo rozmawiam z ekspertkami każdego dnia. Mają ChatGPT. Czasem używają go do napisania opisu na Instagram. Czasem proszą o pomysł na newsletter. Ale to trochę jak kalkulator w telefonie. Masz go, ale i tak liczysz w głowie.
Wyobraź sobie taką sytuację. Zatrudniasz asystentkę. Przychodzi pierwszego dnia do biura, siada przy biurku. I Ty mówisz: "Tutaj masz notatnik. Jak będę mieć pytanie, to Ci je zadam. A Ty mi odpowiesz. I tyle."
Nie dajesz jej dostępu do kalendarza. Nie pokazujesz, jak wygląda Twój dzień. Nie mówisz, jakie masz klientki, jakie problemy się powtarzają, jakim tonem odpowiadasz na maile.
Dokładnie tak większość z nas traktuje AI.
Dajemy jej notatnik i pytamy od czasu do czasu. A potem dziwimy się, że odpowiedzi są generyczne i nie pasują do naszego biznesu.
Dlaczego 95% prób kończy się niczym?
MIT opublikował dane, które mnie zatrzymały w miejscu: 95% pilotaży AI upada. Dziewięćdziesiąt pięć procent.
McKinsey dorzucił swoją cegiełkę: 70% firm faktycznie oswaja automatyzacje, ale tylko 28% z nich zauważyło poprawę marży. Reszta? Wydała pieniądze na narzędzia, które albo leżą nieużywane, albo dodały pracy zamiast ją zabrać.
Dlaczego tak się dzieje?
Bo większość osób automatyzuje fragmenty zamiast procesów. Kupuje narzędzie do maili, ale nie zmienia sposobu, w jaki myśli o komunikacji z klientkami. Kupuje narzędzie do treści, ale nie uczy AI swojego głosu. Dodaje kolejną subskrypcję do kolekcji i dalej robi wszystko sama, tylko teraz ma jeszcze jedno okno przeglądarki do ogarnięcia.
To jest jak kupowanie coraz droższych garnków, kiedy tak naprawdę problem polega na tym, że nie masz przepisu.
Pułapka kolejnego narzędzia
Widzę to u moich klientek. I widziałam to u siebie.
Nowa aplikacja do zarządzania zadaniami. Nowy kurs o automatyzacji. Nowa subskrypcja, bo ktoś na webinarze powiedział, że to zmieni Twój biznes. A potem? Potem logujesz się dwa razy, nie masz czasu się oswoić z narzędziem i wracasz do robienia wszystkiego po staremu.
Problem nie leży w narzędziach. Problem leży w podejściu.
Narzędzia bez procesu to chaos z ładnym interfejsem. Ktoś to kiedyś ujął tak, że aż zapamiętałam: "Jeśli proces jest chaotyczny, ręcznie łatany Excelem, to AI jedynie ten chaos przyspieszy."
I to jest prawda, która boli, ale warto ją usłyszeć. Zanim dodasz kolejne narzędzie, zatrzymaj się i zapytaj: jaki proces chcę tym rozwiązać? Jak ten proces wygląda od początku do końca? I co tak naprawdę powtarza się w nim za każdym razem?
Co zamiast tego?
Prawdziwa zmiana zaczyna się nie od narzędzia, ale od pytania: które zadania w moim tygodniu wyglądają prawie identycznie za każdym razem?
Odpowiedź na zapytanie nowej klientki. Potwierdzenie terminu sesji. Przygotowanie faktury. Zaplanowanie postów na kolejny tydzień. Napisanie podsumowania po spotkaniu.
To nie są zadania, które wymagają Twojej unikalnej ekspertyzy. To są zadania, które wymagają powtórzenia schematu. I właśnie to AI robi świetnie, pod warunkiem że pokażesz jej ten schemat.
Nie chodzi o to, żeby od razu zbudować "zespół AI" i zautomatyzować firmę w weekend. Chodzi o to, żeby wybrać jedno zadanie. Jedno. I spokojnie je oswoić z AI.
Może zaczniesz od maili powitalnych. Może od szkiców postów. Może od podsumowań sesji. Nie ma znaczenia od czego, ważne żebyś zaczęła od jednej rzeczy i zobaczyła, jak to działa w Twoim kontekście.
Autonomia to nie cel. To kierunek.
Nie chodzi o to, żeby dojść do 100%. To jest fantazja sprzedawców kursów, nie rzeczywistość ludzi, którzy budują biznes na relacjach.
Chodzi o to, żeby przejść z poziomu 0 na poziom 2 albo 3. Żeby odzyskać kilka godzin tygodniowo. Żeby w piątek o piętnastej nie siedzieć nad fakturami, tylko iść na spacer. Żeby rano nie zaczynać od "co jeszcze muszę dzisiaj ogarnąć", tylko od "co chcę dzisiaj stworzyć".
U mnie to wyglądało tak: zaczęłam od nauczenia AI mojego sposobu pisania. Potem przekazałam jej szkicowanie maili. Potem planowanie treści. Krok po kroku, bez rewolucji, bez weekendu spędzonego na "budowaniu automatyzacji", po którym i tak nic nie działa.
I wiesz co? Nie jest idealnie. Czasem AI pisze coś, co kompletnie nie trafia. Czasem muszę poprawić więcej, niż bym chciała. Ale w 80% przypadków oszczędza mi czas, który wcześniej szedł na powtarzalne rzeczy. A te 80% robi różnicę.
Twój pierwszy krok
Jeśli czytasz ten tekst i myślisz "no dobrze, ale od czego konkretnie zacząć", mam jedną sugestię.
Naucz AI swojego głosu. To brzmi banalnie, ale to jest fundament. Bo dopóki AI pisze jak robot, będziesz poprawiać każdy tekst od zera. A kiedy AI zna Twój styl, Twoje ulubione zwroty, Twój sposób zwracania się do ludzi, nagle poprawianie zamienia się w drobne szlifowanie.
To jest różnica między "napisz mi to od nowa" a "zmień trzecie zdanie i gotowe".
I to jest prawdziwy początek autonomicznej firmy. Nie setka narzędzi. Nie kolejny kurs. Tylko jedno zadanie, oswoić je spokojnie i zobaczyć, że da się inaczej.
Zamiast gonić za 100% autonomii, zacznij od jednej rzeczy, która powtarza się w Twoim tygodniu. Oswoić ją z AI. Odetchnąć. I dopiero potem kolejna.
Inne wpisy z serii "Autonomiczna Firma"
Naucz AI swojego głosu
Zanim zaczniesz oddelegowywać pisanie, warto nauczyć AI jak Ty mówisz. Voice DNA Creator to darmowy prompt, który robi to w 15 minut.
Pobierz Voice DNA Creator za darmoPS: Jeśli chcesz zobaczyć, jak to wygląda od kuchni, dołącz do Zaplecza Strategicznego. Tam dzielę się konkretnymi krokami, bez koloryzowania i bez udawania, że wszystko jest proste.